„Doświadczyłam tego co ty, dlatego wiem, jak ci pomóc”

W czasach social mediów i promowania swojego wizerunku specjalisty odnoszę wrażenie, że największe zaufanie budzą osoby, które opowiadają o swojej historii i leczeniu niepłodności, dając przykład innym na zasadzie: „doświadczyłam tego co ty, dlatego wiem, jak ci pomóc”. Wypadałoby zatem powiedzieć, że latami starałam się o ciąże, mam zdiagnozowaną chorobę Hashimoto i Zespół policystycznych jajników (PCOS). Dodatkowo w dzieciństwie byłam osobą otyłą i ciężką pracą udało mi się schudnąć. Dzięki tym doświadczeniom wiem, jak się czuje osoba chora, tym samym wiem, jak Ci pomóc. Zaskoczę Cię, u mnie jest inaczej… Jestem zdrowa, profilaktycznie i regularnie kontroluje wyniki badań, a o ciążę jeszcze się nie starałam… chociaż uwielbiam dzieci i bardzo chcę kiedyś doświadczyć rodzicielstwa.

Moja historia o niepłodności…

Wszystko zaczęło się od projektu realizowanego w ramach przedmiotu „Edukacja żywieniowa” na studiach magisterskich. W ramach zaliczenia ćwiczeń mieliśmy zaplanować koncepcję kampanii społecznej. Celem była edukacja w zakresie dowolnego zagadnienia związanego ze zdrowiem i dietą. Pierwszym pomysłem było wczesne programowanie metaboliczne i ciąża, ale finalnie zdecydowaliśmy się zwrócić uwagę kobiet i mężczyzn na styl życia, w tym dietę, która może mieć kluczowe znaczenia w leczeniu nieplodności. W tym momencie zdałam sobie sprawę z powagi tematu – po raz pierwszy pojawiło się hasło „niepłodność”, o której prawdę mówiąc, wcześniej w ogóle nie myślałam. Trudno się dziwić, mało kto na studiach myśli o płodności, a co dopiero o problemach z zajściem w ciążę?

Doskonale pamiętam ten moment, kiedy pomyślałam – tak, to jest mój temat! Tym się będę zajmować! Będę pomagać parom, poprzez wsparcie żywieniowe, w osiągnięciu upragnionej ciąży.

To moja misja!

Na stronie Wszechnicy Żywieniowej SGGW nadal dostępna jest prezentacja, którą wtedy przygotowałam – jakże byłam z niej dumna. Wymyśliłam hasło „płodność na talerzu”, które pozostało ze mną do dziś. Wygłosiłam prelekcję, obecna była telewizja internetowa SGGW, później zostałam zaproszona do radia na audycję na żywo, by opowiedzieć o diecie w kontekście leczenia niepłodności. Czułam tak wielką satysfakcję, że robię coś dobrego, że zwracam uwagę na problem, który dotyczy tak wielu ludzi, którzy zostają z nim sami.

Zaraz po wspomnianej prelekcji zabrałam się do pisania pracy magisterskiej, której temat brzmiał: „Ocena sposobu żywienia, stanu odżywienia i wiedzy żywieniowej osób z zaburzoną płodnością”. Pamiętam jak docierając do kolejnych publikacji rosła we mnie motywacja, że ta wiedza musi być rozpowszechniona. Jak się pewnie domyślasz wyniki moich badań potwierdziły, że sposób żywienia oraz stan odżywienia badanych pozostawiał wiele do życzenia. Podobnie wiedza żywieniowa osób doświadczających niepłodności była bardzo mała. Mężczyźni oddając ankiety dopytywali, czy naprawdę to co jedzą ma wpływ na jakość parametrów nasienia. Moi znajomi również byli pełni zdziwienia, iż dieta może wpływać na płodność. Niektórzy, jak na dowcipnych studentów przystało podpytywali co jeść, by nie zajść w ciążę…

Nie zawsze było kolorowo.

Zaraz po studiach jako młody dietetyk zderzyłam się z niepożądaną sytuacją na rynku pracy w sektorze dietetyki. Sprzedajesz suplementy i/ albo wmawiasz ludziom, że niekonwencjonalne zabiegi oraz metody diagnozowania nietolerancji pokarmowych są jedynym narzędziem do zapanowania nad swoim zdrowiem, sylwetką i codzienną dietą. Trafiłam do pewnej poradni, gdzie pod przykrywką udzielania konsultacji dietetycznych kazano mi sprzedawać zabiegi hydrokolonoterapii. Bardzo mną to wstrząsnęło, gdyż misją dietetyka jest pomoc, a nie szkodzenie pacjentowi. Można powiedzieć, że obraziłam się wtedy na dietetykę i obiecałam sobie, że nigdy nie będę wykorzystywać naiwności i niewiedzy ludzi do zarabiania pieniędzy. Przez chwilę pracowałam w innym zawodzie, ale potrzebowałam zaledwie kilku miesięcy, by ze zdwojoną siłą wróciła do mnie motywacja do działania i potrzeba realizowania swojej misji.

Dostałam się na studia doktoranckie, podczas których intensywnie zgłębiam wiedzę w zakresie wpływu diety na płodność kobiet i mężczyzn. Przedmiotem moich badań jest opracowanie modelu diety wspomagającej płodność oraz indeksu jakości diety, który służy ocenie sposobu żywienia. Studia doktoranckie pomogły mi nawiązać współpracę z lekarzami, dały szanse rozwoju i zwiększenia swoich kompetencji, przede wszystkim w zakresie endokrynologii. Dogłębnego poznania zależności między sposobem żywienia a zaburzeniami gospodarki hormonalnej u kobiet i mężczyzn, która ma niejednokrotnie kluczowe znaczenie w leczeniu niepłodności.

Czy jestem naukowcem?

Tego nie jestem pewna, najlepiej się czuję łącząc pracę naukową z praktyką. Cenię sobie realny wpływ na zdrowie pacjenta – to mój absolutny priorytet.

Bardzo lubię analizować badania naukowe i szukać odpowiedzi na nurtujące pytania u źródła. Uwielbiam też pracować ze studentami, przekazywać im praktyczne wskazówki i wszczepiać etykę zawodową. Prowadziłam zajęcia m.in. z dietorerapii, dietetyki klinicznej, diet niekonwencjonalnych, żywienia w wieku prokreacyjnym i rozwojowym oraz żywienia kobiet w ciąży. Znajomość fizjologii organizmu, mechanizmów i procesów, które w nim zachodzą daje ogromny komfort i świadomość, że dietetyka jest czymś więcej niż hasłem: “jedz warzywa, będziesz zdrowy” – choć jest w tym sporo prawdy.

Opieram swoje zalecenia na podstawie Twojego stanu zdrowia – obrazu klinicznego i wyników badań. Ustalam dietoterapię odpowiednią właśnie pod nie, niekoniecznie zgodną z tym co na mnie działa. Jesteśmy różni, a moje prywatne doświadczenia (czy doświadczenia innej osoby) mogą mieć się nijak do sytuacji, w jakiej Ty się możesz znajdować. Szczególnie dotyczy to niepłodności, która często bywa wypadkową wielu współistniejących schorzeń połączonych z czynnikami zależnymi i niezależnymi od woli. Nie ma jednej recepty, na zasadzie ,,przyjmowałam taką dawkę „preparatu X” – pomogło, Tobie też pomoże’’. Ta sama dawka może wywołać u Ciebie szereg reakcji niepożądanych i w dłuższej perspektywie być czynnikiem predysponującym do powstania bardzo poważnych chorób. Bądź na to czujna(y), nie daj o sobie decydować osobom niekompetentnym.

Po co Ci o tym mówię?

Opowiadam Ci swoją historię, bo chcę byś miał(a) świadomość, że stoją za mną lata ciężkiej pracy, nauki i doświadczenia. Jako dietetyk mam na sobie odpowiedzialność za zdrowie pacjenta. Spędziłam lata na przygotowaniu się do zawodu, mając w głowie łacińską sentencję Sokratesa „scio me nihil scire” (z łac. wiem, że nic wie wiem) – to różni mnie i innych kompetentnych dietetyków od amatorów, bazujących wyłącznie na tym, co im pomogło. Gwarancją prawidłowo prowadzonej dietoterapii jest personalizacja zaleceń… i oczywiście ich przestrzeganie.

Nie obiecuję Ci, że jestem w stanie zrozumieć co czujesz i wewnętrznie przeżywasz. Nie powiem Ci, że spotkałam się z tymi samymi zakrętami na swojej drodze co Ty w walce o upragnioną ciążę, ale dołożę wszelkich starań, by okazać Ci pełną empatię i wsparcie. Moją rolą jest bycie drogowskazem, który wskaże Ci kierunek, by stała się ona choć odrobinę krótsza i łaskawsza. Być może okaże się to dodatkowym nakładem pracy, górą czy doliną, który należy przejść, ale zaufaj mi, że dzięki temu jest szansa, że szybciej osiągniesz swój cel. Pamiętaj proszę, że styl życia i sposób żywienia zależą od siły woli, warunkują zdrowie i w wielu sytuacjach mogą wspomóc leczenie niepłodności.

Moim priorytetem jest zwiększenie Twoich szans na upragnioną ciążę.

Nie dam Ci gwarancji powodzenia, ale wspólnie z Tobą będę walczyć i wspierać Cię w zmianie stylu życia i sposobu żywienia, by droga którą zmierzasz prowadziła do celu, to mogę Ci obiecać.